Sondy

Czy cenisz muzykę Sylvan?
 
Advertisement
Koncert Sylvan w Warszawie w Klubie Progresja
22.04.2008.

ImagePrezentujemy recenzję koncertu SYLVAN z warszawskiego koncertu w Klubie Progresja z 14 marca 2008, którą przygotował dla serwisu Metal Mundus Marcin Müller.

 

Jestem pewien, że 14 marca na zawsze zostanie w mojej pamięci. Od naprawdę długiego czasu nie miałem okazji zobaczyć koncertu, który porwałby mnie na tyle, na ile udało się tego dokonać zespołowi Sylvan. Ale po kolei. Na początku, po dotarciu do Progresji nic nie wskazywało na to, że będzie to diametralnie inny koncert od tych, które widziałem tam dotychczas (przynajmniej pod kątem wrażeń). W oczy rzucał się przekrój wiekowy, niby typowy dla progresywnej publiki – od nastolatków do czterdziestolatków, a nawet jeszcze starszej „rockowej młodzieży”.

Image


Moje początkowe obawy o frekwencję, całe szczęście się nie sprawdziły. Z biegiem czasu, do klubu przybywały kolejne grupy fanów, co dało całkiem konkretną liczbę szczęśliwców.
Tyle wstępu. Przyszedł czas na przybliżenie strony muzycznej tego, co działo się w ten marcowy wieczór.
Pierwszy zespół, Mothernight wyszedł na scenę nieco po planowanym czasie, jednak o jakichś strasznych opóźnieniach nie ma mowy.
Warszawski zespół zaprezentował materiał mocno osadzony w ciężkich, niemalże mechanicznych riffach Deimosa, ciekawym wokalu Freyi. Na początku słuchało się tego dosyć dobrze, jednak po kilku utworach, muzyka ta zaczęła robić się nieco monotonna. Niewiele zmian tempa i dosyć przewidywalne utwory sprawiły, że monotonia dała się we znaki. Szkoda zwłaszcza wokalistki, która dysonuje naprawdę dobrym głosem.

Image

Panowie, pomyślcie nad tym! Nie można ciągnąć utworów w taki sposób!
Gdy grupa zeszła ze sceny, myślałem, że przyjdzie nam czekać nie wiadomo ile na występ Sylvan. Pomyliłem się. Zdążyłem zamienić dosłownie kilka słów, gdy nagle „Prezes” zapowiedział występ gwiazdy wieczoru.
Już od pierwszych dźwięków, które rozlały się głośnikami ze sceny w tłum wiedziałem, że nie będę żałował, że znalazłem się tego wieczora w Progresji.
Bardzo dobre brzmienie, podkreślające kunszt muzyków, sprawiło, że znalazłem się w siódmym rockowym niebie!
Sympatyczne przywitanie się z publicznością, toast wzniesiony za pomocą piwa Becks (właściwie to „dwa piwo”, jak powiedział Marco) i jedziemy dalej!
Charakterystyczny, rytmiczny początek, zapowiedział „One Step Beyond” – prawdziwy Sylvanowy przebój zabrzmiał fantastycznie, podobnie jak wszystkie utwory na tym ponad dwugodzinnym misterium. Zespół zaprezentował materiał dosyć przekrojowy, zagrał nawet coś z debiutanckiej płyty „Deliverance”. Mnie jednak najbardziej cieszyły utwory z dwóch ostatnich (moim zdaniem najlepszych, jak do tej pory) płyt.

Image

Materiał z “Posthumous Silence” zabrzmiał wręcz cudownie, to było apogeum tego koncertu, zwłaszcza dynamiczny „In Chains” i przepiękna ballada „The Colors Changed”.
Myślałem, że muzyka Sylvan porwała mnie przy słuchaniu jej z płyt. Teraz muszę się zreflektować, bo na żywo brzmi sto razy mocniej, monumentalniej, ciekawiej, po prostu genialnie!

Image

Wszystkie zmiany tempa, wspaniałe gitarowe sola i rozmarzone klawisze potrafią wyrwać serce prosto z piersi. Momentami ta muzyka bardzo kojarzy się z Marillion, czego nie słyszałem tak bardzo na płytach. Podobna siła ekspresji, podobna, z pozoru zamazana ściana dźwięku, która przy odrobinie wysiłku potrafi dotrzeć do najczulszych zmysłów.

Wszystkie zmiany tempa, wspaniałe gitarowe sola i rozmarzone klawisze potrafią wyrwać serce prosto z piersi. Momentami ta muzyka bardzo kojarzy się z Marillion, czego nie słyszałem tak bardzo na płytach. Podobna siła ekspresji, podobna, z pozoru zamazana ściana dźwięku, która przy odrobinie wysiłku potrafi dotrzeć do najczulszych zmysłów.

Image

Marco Glühmann to osobna historia. Facet śpiewa z niesamowitą energią (można odnieść wrażenie, że naprawdę przeżywa śpiewane teksty), do tego świetnie nawiązuje kontakt z publicznością. Jeśli dodać do tego jego poczucie humoru, to dostajemy frontmana, jakiego chciałby mieć każdy zespół.

Całości występu dopełniała może i skromna, ale dobrze zrealizowana gra świateł i dym, co nie zawsze jest regułą na takich klubowych koncertach.

Image

Cóż mogę więcej napisać? Chyba tylko tyle, że jak wspomniałem we wstępie, zespół zagrał ponad dwie godziny, dwukrotnie bisował, z czego, o ile dobrze kojarzę, pierwszy bis składał się z trzech utworów (nie pamiętam, w którym momencie zabrzmiał wspaniały, rozkołysany „Answer to Life”). Dla niektórych może to za długo, ale jak dla mnie, to mogli tak grać i grać...
Good job, Guys! See you next time!

autor: Marcin Müller
http://www.metalmundus.pl/

fotki: Michał Zduniak

 
następny artykuł »

Recenzje płyt Sylvan

Posthumous Silence (2006) - recenzja w Metal Mundus
ImagePublikujemy recenzję krążka „Posthumous Silence” pochodzącą z serwisu Metal Mundus , której autorem jest  Mikołaj ‘Nicolo’ Furmankiewicz.
 

Płyty Sylvan

Artificial Paradise (2002)
Image